Widzę to po raz kolejny.
Świat zaczyna się zamazywać,
Nie chce, nie mogę dalej iść.
To jakby łańcuch który mnie trzyma.
Tyle noży w plecach,
Od każdego z moich przyjaciół.
Świat jest cały zamazany.
Nie widzę niczego do podtrzymania.
Spadam w dół, coraz głębiej,
A każdy tylko się uśmiecha,
Nie widzą niczego dziwnego,
Karzą mi biec,
wtedy krwawię coraz bardziej.
Zaczynam blednąć, błagając o litość.
Oskarżają mnie o najmniejszą rzecz,
Kiedy nie widzą, że się staram.
Ja już nie mogę.
Krzyki są coraz głośniejsze.
Krew, coraz czerwieńsza.
Rany, coraz głębsze.
Krzywda, coraz większa.
Czasem myślę o odejściu,
Moja obecność krzywdzi innych.
Mój śmiech im przeszkadza,
Kiedy on jest jedynym co mnie tuszuje.
Jestem coraz głębiej,
Coraz mniej światła,
Pomagam innym z uśmiechem,
A sama powoli umieram.
Krzyki mnie ogłuszają.
Niedługo przestanę słyszeć.
Nie będę reagować, zacznę się uśmiechać.
Dla kogo dalej tu jestem?
Nie wiem co mam robić.
Zaczynam przestawać czuć.
Wszystko robi się obojętne.
Marzenia nie są już takie jak kiedyś.
Czy tak wygląda życie?
Oczy bolą od łez.
Niedługo będę widzieć na czerwono.
Od stresu i bólu boli mnie głowa.
Gdzie ja jestem?
Widzę czerń.
Świat traci barwy. Wszystko jest szare.
Boje się pokazać emocje.
Pokazać słabość, potwory we mnie to wykorzystają.
Czasem zaczyna być dobrze, lepiej.
Wtedy czuje, że mogę pozwolić sobie na prawdziwy uśmiech.
Ale potem,
potem ktoś mi zarzuca, że nie jest idealny.
Widzę rzeczy, których nie powinnam widzieć.
Słyszę rzeczy, których nie powinnam słyszeć.
Czuje rzeczy, których nie powinnam czuć.
Udaję silną osobę,
Której nic nie obchodzi.
ale czasami,
bestia, która jest we mnie pozwala mi pokazać skrawek uczuć.
Wtedy wszystkich zaskakuje.
nawet mnie.
Siedzę sama.
Starając się opanować tą bestię.
Rozrywa mnie od środka,
Mam ochotę krzyczeć.
Ale coś mi nie pozwala.
Czuję, że krew zalewa mnie od środka,
Narządy pękają,
Płuca kurczą niemiłosiernie.
Ale widać,
Widać, jakby nic mnie nie ruszało.
Jakby było po staremu.
Czasem śmieje się,
Mając ochotę wydostać morze łez.
Nie mogę tego zrobić bo mam wrażenie że wtedy w nich utonę.
Utonę, we własnych emocjach.
Utonę, w czymś,
Czego inni nie widzą.
Czuję, że się duszę.
To wszystko trzyma mnie mocno,
A ja zaciskam pięści.
Nie pozwala oddychać.
Mogłabym się puścić.
Pozwolić odejść.
Ale kurczowo się trzymam, nie zauważając, że to mnie zabija.
Czasem czuje się tak wielka.
Tak cudowna, znana.
W mojej głowie to wszystko jest moje,
Ale moja głowa jest mniej warta, niż to wszystko.
Ale wiem,
Wiem że kiedyś wyjdę stąd.
Gdzieś,
Gdzie nie ma nikogo. Będę sama.
Uniosę się w powietrze. Zamykając zmęczone powieki.
Oderwę w końcu nogi od ziemi,
I pozwolę, by wiatr poniósł mnie tam,
Gdzie zawsze chciałam pójść.
one

CZYTASZ
black roses
Poetrysome of my new depression shit, i mean... new poem or something. !po polsku!