Trwało Spotkanie ONZ. Ale tym razem nie było im dane spokojnie się pokłócić, o przepraszam, BARDZO CIĘŻKO PRACOWAĆ, gdy do pokoju wpadł Anglia z hukiem otwieranych drzwi.
- Cześć Iggy!!! - wrzasnął na powitanie Ameryka, przerywając konkurs "Kto mrugnie pierwszy" z Rosją. Z kolei Ivan obrywał Wzrokiem Śmierci wersja Polska. Anglia to zignorował, trzaskając dłonią o stół. Kraje zamilkły, pierwszy raz bez pomocy ze strony dymiącego gniewem Niemiec.
- G8, Magiczne Trio, chodźcie ze mną. Romano, to dotyczy równeż ciebie.
Poprowadził ich do dźwiękoszczelnego pomieszczenia piętro niżej. Poczekał, aż wszyscy usiądą.
- Mamy problem. On powrócił.
Rumunia przygryzł sobie wargę kłem, Norwegia podniósł głowę. Ameryka wyglądał na zmieszanego.
- Kto? Bo chyba nie chodzi ci o Kanadę. - zerknął na swojego brata, który niezauważony przez nikogo jadł naleśniki z syropem klonowym w kącie.
- Voldemort. - Anglia zaniósł się kaszlem, strużka krwi pociekła mu z kącika ust. - Pamiętacie, jak czternaście lat temu nagle przestałem mieć ataki krwawego kaszlu? Wtedy dziecko o imieniu Harry Potter pokonało czarnoksiężnika Voldemorta. No to Voldemort własnie się odrodził.
Reszta członków Magicznego Trio zbladła.
Pozostałe kraje patrzyły się jak cielę w malowane wrota. Było tak cicho, że mogli usłyszeć samochody z ulicy. A raczej nie mogli, bo ściany nie przepuszczały dźwięku.
- Musimy pójść do Hogwartu. Przez "nas", mam na myśli G8. Wkręcimy, że jesteśmy studentami z wymiany.
- Hola hola Iggy! Mam iść do szkoły MAGII??!!! OSZALAŁEŚ?!! PAMIĘTASZ PROCESY CZAROWNIC?!!!
- AMERYKA, ZAMKNIJ SIĘ Z ŁASKI SWOJEJ!!! JAK NIE PÓJDZIESZ, TO ZNAJDĘ ZAKLĘCIE, KTÓRE ZMIENI CIĘ W CHOMIKA I ZAMKNĘ W BAŃCE!!!
Wybuch Anglii przekonał ostatecznie Amerykę. Nigdy nie widział takiego Artura. Trochę go to przerażało.
- Mes amis, nie musicie walczyć. To źle wpływa na miłość - wtrącił Francja. Anglia i Ameryka spiekli raki.
- To idziecie, czy nie? - spytał Artur.
- Mogę przynieść moją Magiczną Rurę Bólu, da? - Ivan uśmiechnął się psychopatycznie, podnosząc kran.
- Bien sûr, że idę, draniu - Francja łyknął wina z kieliszka. Wydawał się nie zauważać pulsującej żyłki na głowie Anglii.
- Jeśli Doitsu-dono idzie, to ja również - Japonia odstawił ziołową herbatę, zerkając na Ludwiga.
- Idę. Brak wam dyscypliny - odruchowo zacisnął rękę na ustach Prus, który nie wiadomo kiedy tam się pojawił, skutecznie go uciszając.
- Ve~ jak Doitsu idzie, to ja też~ - jednak radość Italii została prędko zduszona przez jego nadopiekuńczego brata, który natychmiast chwycił go w objęcia, odciągając od Niemiec.
- Nie ma mowy, że mój niewinny braciszek pójdzie razem gdzieś z tym ziemniaczanym draniem!!! - Anglia strzelił facepalma.
- No to pójdziesz z nami. Nie ma rady. Pasuje?
Romano skinął głową, nadal obejmując brata i wysyłając mordercze spojrzenie w stronę Niemiec. Jakby wzrok mógłby zabijać, Ludwig leżałby sześć metrów pod ziemią, zamknięty w żelaznej trumnie.
- My musimy pilnować swoich magicznych społeczności - wymówił się Rumunia za siebie i Norwegię.
- Dobra. Siedemnastego sierpnia spotykamy się u mnie w domu. Musimy się przygotować. Wyproście się u szefów. Dokumenty można dostarczać pocztą, więc niestety nie będzie zwolnienia z roboty papierkowej.
CZYTASZ
Hetalia robi najazd na Hogwart. [ZAWIESZONE]
FanfictionAlianci i Oś idą do Hogwartu. HP Zakon Feniksa. Merlinie, chroń nas przed Krajokalipsą.