Rozdział dwudziesty

8.5K 504 872
                                    

- Jest dobrze - powiedział natychmiast Justin widząc jak szybko zmienia się zachowanie Arleen. Od razu dostrzegł jak zagryzła policzki od wewnętrznej strony, jak jej palce zaczęły mocno zaciskać się na papierze. Prawą dłonią uniósł jej podbródek, a lewą chwycił za nadgarstek, w którym trzymała kawałek kartki i kopertę. Musiał coś zrobić. - Jest dobrze - powtórzył uśmiechając się lekko. - Jesteśmy na obiedzie u twojej mamy. Naprawdę jest zdolną kucharką, wszystko smakuje przepysznie.

- Ale...

- Nie chcesz jej denerwować, prawda? - zapytał. Nim znowu zdążyła mu przerwać przysunął się bliżej i złożył krótki pocałunek na jej ustach. W między czasie, wykorzystując jej nieuwagę wysunął to co dostała pocztą spomiędzy jej drżących palców.

- Justin ja muszę... - urwała czując na sobie jego spojrzenie.

Jęknęła cicho czując niepokój. Jego oczy w odcieniu ciepłego karmelu sprawiały, że faktycznie trochę się uspokajała, ale mimo to szatyn nie potrafił w żaden sposób sprawić, by wszystkie pytania fruwające w jej głowie zniknęły. Arleen wiedziała, że Justin ma rację. Co by się nie działo nie powinna psuć tego wszystkiego swojej mamie. Nie teraz, kiedy w końcu wróciła do domu.

- Jest dobrze - powtórzyła za nim i wzięła głęboki oddech.

- Chodź.

Pociągnął ją za sobą w kierunku stołu i posadził obok na krześle obok siebie. Opuszkami cały czas kreślił wzorki na jej dłoni i cały czas pilnował, by kąciki jego ust unosiły się w górę. Próbował dodać jej otuchy, bo wciąż widział po jej minie, że nie jest zbyt zadowolona i korci ją, by jak najszybciej wrócić do listów i przyjrzeć się im dokładnie.

Arleen nie mogła się skupić na smaku swojego ulubionego ciasta. Prawdę mówiąc nie zauważyła nawet kiedy jaj mama wróciła do jadalni. Siedziała pochylona nad stołem wpatrując się w swój talerz. Próbowała przełknąć chociaż, ale jej żołądek się buntował. A w dodatku miała problem z trafieniem łyżeczką do ust i czuła, że zaraz oszaleje. W głowie miała jedynie obraz Blade'a. Martwego i żywego. Próbowała to wszystko poukładać w logiczną całość, ale miała wrażenie, że wszystko się sypie, bo nadal brakuje jej jakiś fragmentów.

- Arleen - szepnął Justin trącając ją lekko łokciem. Zaskoczona odwróciła głowę i zatrzepotała rzęsami.

- Co?

- Twoja mama pyta czy dobrze się czujesz - odparł przyglądając się jej uważnie.

Arleen zaśmiała się nerwowo i oblizała usta odwracając spojrzenie.

- Tak! Po prostu się zamyśliłam, przepraszam.

Dziewczyna wiedziała, że jej matka nie uwierzyła w jej słowa. Zmarszczki wokół jej przymrużonych oczu i mina, która mówiła, że ma nawet nie próbować kłamać mówiła sama za siebie.

- To twoje ulubione ciasto, a nawet tego nie zauważyłaś - westchnęła ciężko.

Arleen zerknęła na talerz i dopiero teraz zauważyła, że jej mama zadbała nawet o to, by warstwa z jej ulubioną masą korówkową była znacznie wyższa niż zazwyczaj.

- Jeśli to panią ucieszy - wtrącił Justin, - ja uważam, że jest przepyszne i gdybym mógł zjadłbym wszystko, a Arleen jest po prostu zmęczona. Ostatnio mało spała, bo śniły się jej koszmary i...

- Znowu?

Arleen zaklęła w myślach. Potarła kciukiem swoją brodę i wzruszyła ramionami.

- To nic takiego.

DIABELSKA DUSZAOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz